Natalia Janoszek - pierwsza Polka z nagrodą filmową w Bollywood

Zaktualizowano: paź 1

Bollywood, Indie to zupełnie odmienny od naszego świat. Tam duma i walka o swoje jest koniecznością, by przetrwać nie tylko na planie filmowym. Polska gwiazda Bollywood doświadczyła na planie filmowym w Indiach brutalnego aktu, a mimo to nadal tam wraca. Dlaczego? Na te i inne pytania odpowiedziała Natalia Janoszek.


Z wywiadu z Natalią Janoszek, która jako pierwsza Polka otrzymała indyjską nagrodę filmową w 2019 roku, dowiesz się:

  • jak zostać aktorką i miss,

  • dlaczego warto wierzyć w swoje marzenia i jak je spełniać,

  • co oznacza pewność siebie w showbiznesie,

  • dlaczego "gwiazdorzenie" i "zakładanie maski" w Indiach to konieczność,

  • jak doświadczyła brutalnego aktu "wyższości" mężczyzn nad kobietami,

  • dlaczego warto odwiedzić Indie choć raz w życiu.

Jako jedna z niewielu Polek – grasz w indyjskiej fabryce snów i występujesz w konkursach piękności za granicą - jak ci się to udało?


Wszystko zaczęło się bardzo wcześnie. Kiedy miałam trzy lata, już występowałam w zespole pieśni i tańca w swoim rodzinnym mieście. Od dziecka chciałam śpiewać, tańczyć i wszyscy w domu zmuszeni byli oglądać moje artystyczne występy przed telewizorem. Z tym wiąże się pewna anegdota, która według mnie ukierunkowuje moją drogę do dziś. Po pewnej próbie, mając trzy lata, oznajmiłam mamie, że musi wybrać mi inny strój niż pozostałym dziewczynkom, gdyż będę miała solówkę. Mama nie uwierzyła i stwierdziła, że to niemożliwe, bo przecież ja nie mówię "r". Tydzień później została zaczepiona przez panią prowadzącą zespół, że jeszcze nie wybrała mojego stroju do solówki. Wróciła wtedy do mnie zdziwiona, stwierdzając, że jednak nie zmyślałam i zapytała, jak to możliwe. A ja na to stwierdziłam krótko: "bo jestem najlepsza".

Bezsprzecznie ukształtowało to moją dewizę życiową. Nie chodzi jednak o to, by być najlepszą, ale by nie dopuszczać do siebie wątpliwości we własne możliwości, o pokonywanie swoich wewnętrznych ograniczeń. To, ile możemy osiągnąć, zależy tylko i wyłącznie od nas samych. Poza tym od dziecka wiedziałam, że chcę występować. Nie ważne czy miałam śpiewać, tańczyć czy recytować. Kochałam scenę w każdej postaci.


Jedyny problem był taki, że mojej rodziny nie było stać na wyjazdy. Musiałam więc znaleźć na to sposób. Dlatego w wieku 16 lat stwierdziłam, że zostanę modelką lub "miss", bo one podróżują po świecie za darmo. Udało mi się wystąpić nawet w konkursie Miss Nastolatek i zgarnąć tytuły. Jednak szybko moje plany zostały wystawione na próbę, gdy organizatorka stwierdziła, że to koniec mojej kariery ze względu na mój niski wzrost. Ponownie zatem wracamy do tego, że jestem do czegoś niewystarczająca... Dla wielu osób to oznacza koniec. Mój góralski charakter nie pozwolił mi jednak odpuścić, a przeszkoda stała się dla mnie kolejnym wyzwaniem. Postanowiłam udowodnić, że piękna nie da się policzyć w centymetrach i tak do dziś reprezentowałam Polskę w ponad 40 konkursach na całym świecie.

Jak nauczyłaś się tak bardzo wierzyć w siebie? Co motywuje cię do działania?


Nie uważam się za osobę pewną siebie. Wydaje mi się, że jestem jedną z tych osób, które tak mało wierzą w siebie, że nieustannie muszą sobie coś udowadniać. To chyba przekleństwo tego zawodu, w którym cały czas trzeba potwierdzać swoją wartość i być coraz lepszym. Jestem jednak aktorką i wychodzi na to, że granie pewnej siebie nieźle mi wychodzi skoro padło to pytanie. Każdy z nas zakłada maski, a maska pewności siebie w tak trudnym świecie, jakim jest showbiznes, jest myślę niezbędna. Świat jest taki i to nie tylko w show-biznesie, że brak pewności siebie jest brany za kruchość, cisza za akceptację, a dobroć za słabość. Myślę jednak, że przede wszystkim jest to kwestia charakteru. Od dziecka byłam niewystarczająco dobra na coś i kiedy dla jednej osoby byłoby to demotywujące, dla mnie wręcz przeciwnie. Każda porażka motywowała mnie do jeszcze cięższej pracy. Czekanie aż coś spadnie z nieba nie jest w moim stylu. W końcu sukces to w 99 proc. porażka. Wyznaję zasadę Richarda Bransona: "jeśli ktoś oferuje ci niesamowitą możliwość, a ty nie jesteś pewien jak to zrobić, powiedz tak, a później zastanowisz się, jak to zrobić".


Powiedziałaś kiedyś, że rodzice pilnują, abyś za bardzo nie "gwiazdorzyła" i – kiedy trzeba – sprowadzają cię na ziemię. To dalej aktualne?


Wydaje mi się, że skoro do tej pory woda sodowa nie uderzyła mi do głowy, to raczej "gwiazdorzenie" w tej złej postaci już mi nie grozi. Rodzice przyzwyczaili się już przez te lata do moich szalonych pomysłów i wiedzą, że nie ma dla mnie rzeczy niemożliwych. Są dla mnie teraz przede wszystkim ostoją i wsparciem. Lubię wracać do domu, żeby odnaleźć spokój w tym szalonym świecie. Jedyne, gdzie zdarza mi się "gwiazdorzyć", to na planie w Indiach. Nauczyłam się, że jeśli da się palec, to zabiorą rękę. Na przykład, kiedyś spóźnił się mój kierowca na plan. Zasugerowałam wtedy, żebyśmy pojechali tuk tukiem. Jest to mały, trzykołowy pojazd, podstawowy transport w Azji. Następnego dnia pod hotelem nie stał już samochód z kierowcą, a tuk tuk. Produkcja stwierdziła, że skoro się na to zgodziłam i tak kocham tuk tuki, to dla nich lepiej, bo taniej. I tak często na planie w Indiach nakładam maskę gwiazdy, ale tylko po to, żeby mnie nie wykorzystywano i nie umniejszano mi.

Czego możemy dowiedzieć się dzięki książce "Za kulisami Bollywood"? W czym Indie najbardziej odbiegają od Polski?


Łatwiej jest wymienić zapewne podobieństwa niż różnice. Przede wszystkim ustrój w Indiach, mimo iż ciągle się zmieniający, to jednak nadal bardzo przestarzały i głęboko zakorzeniony w tradycjach. Spoglądając na obecną sytuację w Polsce, warto wspomnieć o prawach kobiet. W Indiach nadal kobieta ma mało do powiedzenia. Nawet ja, będąc osobą przyjezdną, na własnej skórze to odczułam. O tym też jest moja książka w dużej mierze. Są to Indie oczami osoby, która udaje się do tego kraju, nic o nim nie wiedząc i uczy się go metodą prób i błędów. Co więcej, jest to kobieta, która decyduje się te Indie odkrywać samodzielnie. Opisałam w książce historie, która bardzo jasno oddają różnice między Indiami a Polską.


Podczas kręcenia na planie bardzo trudnej sceny gwałtu, gdzie w pokoju znajdował się tłum ekipy filmowej, zostałam uderzona w twarz przez aktora, z którym grałam. Nie byłoby w tym nic zaskakującego, gdyby nie fakt, że tej sceny nie było w scenariuszu i nikt tego ze mną nie ustalił. Wybuchłam wtedy okropnym płaczem, bo nigdy w życiu nikt mnie tak nie potraktował. Co więcej, nikt z obecnych na planie do mnie nie podszedł, nawet asystentki, które wydawały się moimi koleżankami. Tylko asystent podał mi wodę, okrył kocem i zapytał, jak się czuję. Dopytując się i próbując zrozumieć o co chodzi, usłyszałam tylko od reżysera, że gdy dostanę za tę rolę nagrodę, powinnam mu dziękować. I może mogłabym przyjąć takie tłumaczenie, gdyby nie fakt, że kamera była ustawiona w innym kierunku, niż powinna....a całą sytuację odbieram jako demonstrację wyższości mężczyzn nad kobietami i pokazanie "kto tu rządzi".

W Polsce sprawa pewnie skończyłaby się wielkim skandalem i obiła o sąd. W Indiach to normalne, a pretensje niezrozumiałe... Często słyszę stwierdzenia, to po co ona tam gra, skoro jest tam tak źle, więc dodam, że chociaż nie jestem największą fanką Indii jako kraju, to kocham Bollywood i to dla niego zawsze tam wracam. Dodatkowo wiedziałam, na co się piszę, i że pewnych rzeczy nie jestem w stanie zmienić, więc jako osoba z zewnątrz, pewne fakty muszę po prostu zaakceptować i nauczyć się z nimi funkcjonować, czy mi się to podoba czy nie. Nie zmienia to jednak faktu, że nie jestem w stanie zaakceptować tak nierównego traktowania kobiet.


Czego polski rynek filmowy mógłby się od Bollywood nauczyć ?

Co zawsze mnie zadziwia na planie filmowym w Indiach, to oddanie pracy. Podziwiam tych ludzi za to, że potrafią tam spędzać dnie i noce, nadgodziny, a mimo to uśmiech nie znika z ich twarzy. Tam nikt nie narzeka. To jest zdecydowanie miłość do tego, co się robi. Pamiętam, jak kiedyś na planie miałam asystenta od noszenia wody. Wydawało mi się to niedorzeczne. Wręcz było mi głupio, że ktoś nosi za mnie moją wodę. Gdy jednak chciałam ją zabrać (w końcu mam rączki), mój pomocnik ze łzami w oczach zapytał, czy swoją pracę wykonuje źle? Zrozumiałam wtedy, ile takie niby błahe dla mnie rzeczy dla nich znaczą i oczywiście pan z wodą towarzyszył mi podczas całego planu filmowego. Nie ma się więc co dziwić, że Hindusi tak kochają Bollywood. I to widać nie tylko w kinematografii. Spotkałam tam wielu ludzi, którzy nie mieli nic, a byli bardzo szczęśliwi. Znam też ludzi, którzy mają wszystko, a nadal są nieszczęśliwi. Dla wielu z Polaków szklanka jest często do połowy pusta. Dla hindusów odwrotnie. Dlatego też każdemu polecam odwiedzić Indie chociaż raz w życiu. Uważam, że taka podróż bardzo zmienia światopogląd. A przede wszystkim zmienia spojrzenie na własną sytuację. My jako kraj mamy inteligentnych, wybitnych i cenionych na świecie reprezentantów. Żyjemy w wolnym kraju, mamy tak wiele możliwości. Musimy tylko w siebie uwierzyć.


W swojej książce mówisz, żeby nauczyć się zawalczyć o swoje marzenia. Jak ty się tego nauczyłaś?


Tak, jak wspomniałam wcześniej, jeśli czegoś bardzo chcemy, zawsze znajdzie się droga. Przede wszystkim nie można dać sobie wmówić, że coś jest dla nas nieosiągalne. Najgorsze co możemy zrobić, to uwierzyć innym, że nie jesteśmy czegoś warci. Tylko i wyłącznie od nas zależy, ile jesteśmy w stanie osiągnąć i wcale nie ma tu znaczenia pozycja w społeczeństwie, znajomości czy pieniądze. Owszem jest to pomocne, ale sukces wypracowany przez siebie samego ciężką pracą smakuje zdecydowanie lepiej. Przykładów takich osób, które z niczego zbudowały imperium, jest wiele. Moim ulubionym jest Walt Disney. Mimo wielokrotnego odrzucenia, porażek i początkowego wyśmiewania jego wizji i pomysłów, zbudował jedno z największych imperiów filmowych na świecie. Jego słowa: "jeśli możesz sobie coś wymarzyć, możesz to osiągnąć", to moja dewiza. Oczywiście mam dni, kiedy chcę rzucić to wszystko. Jak każdy czasem tracę nadzieję i po kolejnej porażce mam ochotę się poddać. Wtedy jednak przypominam sobie, jak długą i krętą drogę pokonałam i stwierdzam, że na pewno nie po to, żeby właśnie teraz się poddać.


W Indiach bardzo szanuje się aktorów. A w Polsce?


Nie mam zbyt dużego doświadczenia w pracy na rynku polskim. Pracę na polskich planach filmowych wspominam jednak bardzo dobrze. Na pewno u nas współprace są bardziej "wyluzowane". W Indiach aktorów wręcz się czci. Nie wolno nam za bardzo spoufalać się z ekipą filmową, co mi bardzo przeszkadza, gdyż osobiście lubię, gdy na planie panuje rodzinna atmosfera. Mamy zupełnie odwrotne podejścia do aktorów w tych dwóch krajach. W Indiach aktorzy są czczeni aż przesadnie i fanatycznie, częstokroć utożsamiani z bóstwami. W Polsce mam wrażenie, że często są niedoceniani. Mam wielu znajomych aktorów, którzy poświęcili się aktorstwu bezgranicznie. Po kilku latach studiów ledwo jednak wiążą koniec z końcem, pracując często w innym zawodzie. Jednak nie da się porównać tak małego rynku, z rynkiem indyjskim, gdzie rocznie powstaje ponad tysiąc filmów, a aktorzy mogą przebierać w rolach. Każdy rynek ma swoje plusy i minusy, a tak już jest, że trawa zawsze wydaje się bardziej zielona po drugiej stronie i wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma.


Zgodzisz się z tym, że w Polsce im mniej ktoś osiąga, tym bardziej gwiazdorzy? Jakie masz podejście do celebrytów?


Są to faktycznie moje słowa. Oczywiście nie dotyczą one tylko Polski i zdarza się to wszędzie, ale akurat najwięcej takich spostrzeżeń miałam właśnie tutaj. Nieraz spotkałam się z osobami, które niewiele w życiu osiągnęły, potrafiąc tym samym zachowywać się nieadekwatnie do swoich osiągnięć. Z kolei osoby, które faktycznie miałyby do tego większe powody, zachowywały się wręcz przeciwnie. Wydaje mi się, że jest to kwestia pokory. Im więcej ktoś napracował się na swoją pozycję, tym bardziej zdaje sobie sprawę, jak kruche są jej fundamenty, i że choć dziś możemy być na szczycie, jutro może być zupełnie odwrotnie. Dlatego też uważam, że pokora jest domeną dojrzałych artystów.


Co jeszcze chciałabyś osiągnąć w swojej branży?


To bardzo trudne pytanie. Mam z nim tak duży problem, jak z pytaniem o marzenia. Na pewno mam poczucie, że dotychczasowe osiągnięcia to dopiero początek mojej drogi i stać mnie na zdecydowanie więcej. Nie pokazałam jeszcze w pełni moich możliwości. Zawsze mówię, że lepiej mierzyć za wysoko niż za nisko, więc gdy pada pytanie, co chciałabym osiągnąć, odpowiadam, że zdobyć Oskara. Nie dlatego, że faktycznie chcę go zdobyć, ale dlatego, że jak osiągnę nawet połowę tego sukcesu i zdobędę wyróżnienie, chociażby w moim ukochanym Cannes, wówczas uznam to, jako niesamowite osiągnięcie. Chyba chodzi w tym wszystkim o to, żeby nie osiadać na laurach, by nigdy nie czuć się zbyt komfortowo. Żeby sięgać, gdzie wzrok nie sięga. Ciągłe dążenie do czegoś sprawia, że życie nabiera sensu. Dlatego każdemu życzę, by zawsze miał cel, a kiedy go osiągnie, sięgał po kolejny, bo życie to przygoda i tylko od nas zależy, jak się potoczy.