Joanna Zientarska poszła w ślady ojca. "Długo nikt nie traktował mnie poważnie"

Zaktualizowano: paź 1

Jako mała dziewczynka chodziła razem z ojcem i bratem na giełdy samochodowe. Jako nastolatka, zimą, trzymała motocykl w swoim pokoju. Kiedy zaczynała karierę jako dziennikarka motoryzacyjna, na początku nikt nie traktował jej poważnie. O miłości do samochodów, stereotypach dotyczących kobiet za kółkiem i o tym, czy znane nazwisko, zamiast pomóc, może przeszkadzać, rozmawiamy z Joanną Zientarską dziennikarką i influencerką motoryzacyjną.


Najlepszy samochód na świecie to?


Najlepszy samochód na świecie to taki, który się kocha całym sercem. Jeśli patrzymy na niego przez pryzmat danych technicznych, to pewnie każdy znajdzie sobie swój ideał na podstawie osiągów. Inaczej jest, kiedy do auta podchodzimy emocjonalnie, czujemy się z nim jak z przyjacielem. Wtedy najlepszy samochód na świecie wcale nie oznacza: najszybszy, najmocniejszy, czy najbardziej luksusowy. Ja mam kilka swoich wielkich miłości motoryzacyjnych i marzę sobie o nich co wieczór przed snem. Jednym z nich, odkąd pamiętam, jest Jeep Wrangler z okrągłymi oczami, niezwykle wyrazisty i wszędobylski. W moim sercu niezmiennie oddzielne miejsce ma Lexus LC500, jeden z najpiękniejszych seryjnie produkowanych samochodów na świecie. Frunąc dalej za marzeniami, pięknie byłoby mieć w garażu klasykę elegancji, czyli Astona Martina DB9. Choć raz poczuć się jak James Bond i mknąć przed siebie dla samej przyjemności z jazdy. To by była frajda granicząca z euforią! Mogłabym tak jeszcze długo wymieniać, bo tych najlepszych dla mnie samochodów na świecie jest sporo. A lista wciąż rośnie...

Skąd wzięła się u Ciebie miłość do samochodów? Miłość do samochodów przeszła na mnie i mojego brata z mojego totalnie zakręconego na tym punkcie taty. Jak byłam małą dziewczynką, zamiast do parku na spacer, tata zabierał nas na giełdę samochodową, na której spędzaliśmy mnóstwo czasu. Pamiętam, że wciąż ledwo odrośnięta od ziemi, potrafiłam ocenić grubość warstwy szpachli na maluchu. Za kierownicą samochodu usiadłam, jak tylko zaczęłam dosięgać do pedałów i pokonywałam dzielnie wszystkie pola i lasy. Wtedy nikt się nie przejmował dzieckiem uczącym się jeździć, byle nie miało to miejsca na ruchliwej drodze. Miłość do samochodów była u mojego ojca tak silna, że my, dorastając, mieliśmy z Maćkiem poczucie, że to absolutnie normalne i każdy tak ma. Dopiero później się zorientowałam, że nie wszyscy ludzie na świecie kochają samochody i wydawało mi się to dziwne. Pamiętam, że mając lat "naście", jeździłam Simsonem Enduro, a Maciek miał wtedy Hondę Four. A ponieważ mieszkaliśmy w bloku na warszawskim Ursynowie, o garażu mogliśmy tylko pomarzyć. Dlatego motocykle na zimę lądowały w naszych pokojach. Trochę śmierdziało benzyną, ale nikt się tym nie przejmował. I tak to zwariowane motoryzacyjne życie toczy się do dziś. Miałaś pod górkę? Mam tu na myśli nie tylko to, że jesteś kobietą, ale też to, że pochodzisz ze znanej, dziennikarskiej, motoryzacyjnej rodziny?

Nigdy nie przypuszczałam, że mogę mieć pod górkę z tak idiotycznych powodów. Świat jest jednak czasem dość okrutny i szybko sprowadził mnie i moje pomysły do parteru. Kiedy zaczęłam swoją przygodę z dziennikarstwem motoryzacyjnym, dość długo nikt nie traktował mnie poważnie. Po pierwsze: "córeczka tatusia", na pewno rozpieszczona i pewnie guzik wie. Po drugie: kobieta. Co ona może wiedzieć o samochodach? Pamiętam swoje frustracje, kiedy chciałam być rozliczana z tego, co robię, a nie z tego, jak się nazywam i czy mam piersi. Produkując wiele lat temu program motoryzacyjny dla kobiet w TVN Style, postanowiłam nawet w ramach buntu użyć nazwiska mojego ówczesnego męża. A potem obrosłam w twardszą skorupę i stwierdziłam, że będę robić swoje i nie mogę zwracać uwagi na złośliwe komentarze. Dziś w ogóle mnie to nie obchodzi. Jedyne, co ma sens, to robić wszystko najlepiej jak się potrafi i czerpać z tego radość. I umieć przyjmować mądrą i konstruktywną krytykę, żeby się rozwijać. Z taką świadomością wychowałam swoją córkę, żeby nikt nigdy nie odebrał jej entuzjazmu z pracy i tworzenia. Kobiety mają trudniej w motoryzacyjnej branży? Tak ogólnie? I tak i nie. Kobiet w branży motoryzacyjnej jest na całym świecie sporo i osiągają sukcesy. Myślę, że pod tym względem czasy się bardzo zmieniły i jest lepiej, choć branża samochodowa wciąż uchodzi za najbardziej zdominowaną przez mężczyzn. Pamiętam, kiedy przyszła do nas do radia Małgosia Bieniaszewska, właścicielka firmy produkującej złącza pneumatyczne do samochodów na całym świecie. Opowiadała o tym, jak pojawiali się panowie na spotkanie, rozsiadali się w sali konferencyjnej i mówili: "Poproszę o kawę, a szef kiedy się pojawi?" A ona na to z uśmiechem odpowiadała "Szef to ja, a kawę może pan sobie zrobić". Taki stereotyp wciąż jest jeszcze żywy. Inaczej sytuacja ma się z rajdami i wyścigami, bo tu kobiet jest wciąż jak na lekarstwo. Nie rozumiem, dlaczego w latach 30. ubiegłego stulecia kobiety ścigały się na równi z mężczyznami (polecam książkę Królowa Bugatti!), a potem to się zmieniło. Na szczęście wciąż jeżdżą i robią to genialnie. A ja mam nadzieję, że wreszcie kiedyś na podium F1 pojawi się kobieta i przełamie wszystkie stereotypy. Co jest największym wyzwaniem, jeśli chodzi o duet kobieta - samochód?

W przypadku obu płci w duecie kierowca – samochód, ważna jest dobra relacja. Jak w życiu. Z samochodem trzeba się zgrać i powinno się go dobrze poznać. Warto nim pojechać na jeden dzień na płyty poślizgowe, sprawdzić jak się zachowuje w trudnych sytuacjach. Trzeba o niego dbać, jeździć z nim na przeglądy, myć, wymieniać płyny i … słuchać. Przyjaźniąc się ze swoim samochodem, wyłapiemy w dźwiękach, że może czegoś mu potrzeba, może coś jest z nim nie tak. Z autem trzeba się lubić, a wtedy nie zawiedzie i będzie nam służył długie lata. Kobiety czasem nie zaglądają pod maskę, nie mają odruchu sprawdzania oleju, czy stanu wycieraczek. A to bardzo ważne czynności. Kota i psiaka nakarmimy i pogłaszczemy, zaprowadzimy do weterynarza, kiedy coś mu dolega. Z samochodem też powinniśmy wejść w bliższą relację. I uwierzcie mi, że wtedy może być z niego materiał na doskonałego przyjaciela. A jak kobiety radzą sobie za kółkiem? Kobiety i mężczyźni różnią się od siebie. Na szczęście, bo inaczej byłoby nam na świecie strasznie nudno. W związku z tym, że mamy inną konstrukcję, popełniamy za kierownicą zupełnie inne grzechy. Kobiety jeżdżą bardzo dobrze, często lepiej od mężczyzn, ale mają inne skłonności. Naszym grzechem jest czasem zbyt duży kompleks. Słysząc hasło "baba za kierownicą", potrafimy być na drodze niepewne, co już się na szczęście mocno zmienia. Niestety wciąż zdarza mi się spotkać panie, którym małżonek czy partner nakładł do głowy, że do prowadzenia się nie nadają, więc jeżdżą z duszą na ramieniu. Mężczyźni z kolei popełniają dokładnie odwrotny grzech, czyli chcą pokazać, jacy to z nich genialni kierowcy i przesadzają z brawurą. Naszym kobiecym atutem jest uważność i podzielność uwagi. Zwrócił mi na to uwagę doskonały kierowca rajdowy Rauno Aaltonen, który uwielbiał szkolić kobiety za kółkiem. Opowiadał mi, że kobieta ma w sobie zakodowaną opiekuńczość i nie podejmie niepotrzebnego ryzyka. Za to jak już wykonuje manewr, to widzi wszystko dookoła i potrafi w jeżdżeniu samochodem dojść do perfekcji szybciej niż mężczyzna. Jego zdaniem jedynym powodem, dla którego tak mało jest kobiet w sporcie motorowym, jest rodzina, która wygrywa z karierą. Bo predyspozycje mamy fantastyczne.

"Nie ma nic bardziej kuszącego niż dobranie samochodu do osobowości człowieka" Tak twierdził Giorgio Armani. A co na ten temat myśli Joanna Zientarska?

Samochód jest dziełem sztuki użytkowej i jak najpiękniejsza kreacja potrafi ubrać człowieka. Marzy mi się mieć auta na każdą okazję, na różne nastroje i móc przebierać w nich jak w sukienkach w szafie! Czasem mam ochotę na spodnie bojówki, wysokie buty i niczym Lara Croft wsiadać do Range Rovera. A następnego dnia móc się zmienić w delikatną kobietę w popołudniowej sukience, która jeżdżąc roadsterem po bulwarze, podziwia zachód słońca. A wieczorem, w długiej sukni podjechać limuzyną pod teatr. To oczywiście marzenia, ale bez marzeń świat byłby szary i smutny. Mój tata miał kiedyś Jaguara XJ, do którego ubierał się w tweedową, angielską marynarkę i czapkę, jaką nosił Sherlock Holmes. Wtedy czuł się spójny ze swoim samochodem i miał z tego mnóstwo frajdy. Charakter auta bardzo mocno podkreśla naszą osobowość i potrafi dodać nam szyku niczym najpiękniejsza kreacja haute couture. Giorgio Armani dostrzega inspirację we wszystkim, co nas otacza. A samochód jest przecież jednym z najpiękniejszych przedmiotów wyprodukowanych przez człowieka. Niech będzie częścią naszego świata, stylu życia i charakteru, w jakim sami siebie lubimy. Prowadzisz bloga, na którym opisujesz testowane przez Ciebie auta. Jak wyglądają takie testy i o czym najczęściej piszesz, próbując przekazać wrażenia z jazdy i nie tylko? Zaczęłam pisać bloga dla siebie. Brakowało mi miejsca, w którym mogłabym opowiedzieć o wrażeniach, uczuciach i emocjach, jakie mi towarzyszyły podczas jazdy różnymi samochodami. Portali motoryzacyjnych jest w sieci nieprawdopodobna ilość, ale w większości zajmują się rzetelnym testami, z danymi technicznymi i osiągami. Poczułam, że już czas pisać o autach inaczej, wrażeniowo, bardziej osobiście. Jak wybieramy samochód, to rzeczywiście najpierw określamy budżet, potem typ nadwozia, bierzemy pod uwagę spalanie i osiągi. Na końcu zostaje nam kilka aut i tu w grę wchodzą już tylko emocje. Z jakiegoś powodu jeden łapie nas za serce bardziej, niż inny. Czasem przez przypływ nagłej miłości do konkretnego modelu potrafimy dokonać szaleństwa i kupić zupełnie coś innego, niż planowaliśmy. Emocje są bardzo ważne przy wyborze samochodu. W końcu spędzamy w nim kawał naszego życia. I tak wystartowała moja historia z blogiem. Potem zaczęli do mnie pisać czytelnicy, że bardzo dziękują, bo dzięki szczeremu opisowi emocji, jakie mi towarzyszyły jeździe konkretnym autem, kupili samochód swoich marzeń. Nawet nie sądziłam, że mój motoryzacyjny bzik i pisanie o tym, co mi w duszy gra, będzie miało tak pozytywny odzew. Teraz tylko muszę się częściej mobilizować do pisania, bo czasem pomiędzy radiem i prowadzeniem imprez zwyczajnie brakuje czasu. Gdzie jeszcze można Cię znależć w sieci?

Można mnie znaleźć na blogu na stronie www.joannazientarska.com i oczywiście codziennie w ukochanym Antyradiu. Raz w tygodniu w niedzielę prowadzę w Radiu Zet, wraz z Michałem Adamiukiem, audycję Zet za Kółkiem. Tam też kipi od emocji! Radio to moja druga miłość, zaraz po samochodach i cieszę się, że udało się w życiu połączyć pasję z zawodem. To najpiękniejsze, oprócz spotykania wspaniałych ludzi, co może się w życiu przytrafić.