Emocje i kampania viralowa

Zaktualizowano: 20 gru 2021


Każdemu z nas zdarzyło się przesłać komuś film, zdjęcie albo mem. Coś, co nas zaintrygowało, rozbawiło lub po prostu zaciekawiło. Zrobiliśmy to dlatego, bo sami chcieliśmy - nikt nas do tego nie zmusił, ani niczego nie zasugerował. Dzięki nam kontent dotarł do o wiele większej liczby osób. Marketing wirusowy działa bardzo podobnie! Sprawia, między innymi dzięki kampaniom viralowym w formie video, że o naszej marce nie musimy mówić sami. Robią to za nas nasi klienci.


Sprzedaż usług i produktów polecanych innymi - niż tradycyjne media - kanałami jest bardzo duża i systematycznie wzrasta. W dobie Internetu trzeba było jednak pomyśleć o zmianie i uaktualnieniu dotychczasowych narzędzi. W ten właśnie sposób narodził się współczesny viral marketing, który z miejsca stał się jedną z najpopularniejszych metod do uzyskiwania pożądanego efektu w biznesie.


Dlaczego jest skuteczny?

Nazywany marketingowym wirusem może się w bardzo szybkim tempie rozprzestrzeniać - na przykład jako załącznik maila, tapeta na telefon czy komputerowy pulpit, artykuł, filmik lub nawet umieszczana w mediach społecznościowych infografika bądź hashtag. Możliwości jest mnóstwo. Powodzenie takiej kampanii zależy jednak od kilku kluczowych czynników.


Jeśli jest wynikiem dobrze wymyślonego, wykonanego i wykorzystanego marketingu wirusowego - viral marketing potrafi być bardzo skuteczny. Dzięki niemu zapewniamy sobie rozprzestrzenianie się informacji, marki czy kontentu w coraz szerszej grupie odbiorców. Marketing wirusowy fantastycznie wpływa także na świadomość konsumentów. Jeśli dany viral jest interesujący, wzruszający czy po prostu zabawny, to dodatkowo będzie wzbudzał pozytywne skojarzenia związane z daną marką i sprawi, że każdy będzie chciał zostać z nią na dłużej.


Co to jest viral marketing?

Viral marketing istnieje tak długo, jak samo pojęcie reklamy w ogóle. Kiedyś były to po prostu przekazywane z ust do ust opinie. Dziś to kliknięcie przycisku „udostępnij” i obserwowanie, jak nasz kontent w ułamku sekundy dociera do kilkuset albo i więcej osób, które po chwili mogą zrobić to samo – podzielić się treścią ze znajomymi i innymi użytkownikami sieci. Po tym właśnie można poznać dobry viral – po częstotliwości wyświetleń i współczynniku zaangażowania od momentu pojawienia się reklamy czy pomysłu w Internecie. Warto też pamiętać, że sama koncepcja nie może być nachalna. Najlepszy jest atrakcyjny i subtelny kontekst, w który pozycjonujemy firmę i przekaz marketingowy. To jeden z najważniejszych elementów takiej strategii, który gwarantuje, że viral skupia się głównie na treści i merytorycznej zawartości. Częstym zabiegiem jest też wymyślanie chwytliwych haseł, które będą jednoznacznie kojarzyć się z daną firmą i zostaną na długo zapamiętane.


Virale w żadnym wypadku nie powinny kojarzyć się odbiorcom z reklamą. Ta zdecydowanie bardziej irytuje niż zachęca. Często treści związane z marketingiem wirusowym wyglądają na amatorskie czy spontaniczne, a tymczasem mają ukryty, obliczony na sukces cel. I to jest właśnie ich największa siła. Przekaz wirusowy dociera natomiast do grona internautów, którzy się znają. To sprawia, że postrzegamy go pozytywnie. Podprogowo wiemy, że skoro nasi znajomi udostępniają go na przykład na wallu swojego Facebooka, to warto zwrócić na niego uwagę. Odbiorcy bowiem znacznie chętniej zainteresują się reklamą video, zdjęciem czy hasłem reklamowym, które nie wygląda jak komercyjna, standardowa reklama oraz te, które są rekomendowane przez osoby niebędące osobami anonimowymi, a liderami opinii.


Mówiąc o viral marketingu trzeba wspomnieć także o pojęciu viral spoof. Jest to reguła, która pozwala na sparodiowanie danego viralu. Im bardziej zachęca on użytkowników do jego modyfikacji i tworzenia własnych treści na jego podstawie, tym bardziej sam staje się popularny. Wszystko dlatego, że stworzone na nowo przez odbiorców treści są niezrozumiałe bez źródłowego pierwowzoru. Można powiedzieć, że potwierdza się tu zasada mówiąca, że kopiowanie jest największą formą uznania.


Jaka powinna być kampania viralowa?

Przede wszystkim powinna oddziaływać na emocje odbiorców. Może być sentymentalna, zabawna i motywująca. Może być także wzruszająca czy w końcu nawet bazować na negatywnych emocjach - wówczas ważne jest jednak, aby przeprowadzić ją bardzo umiejętnie - tylko wtedy nie wywoła odwrotnego efektu. Faktem jest jednak, że mając wpływ na to, co odbiorcy czują, możemy mieć prawie stuprocentową pewność, że chętniej udostępnią oni nasze treści. Zaciekawiony internauta to przecież potencjalny klient!


Ważne jest też obserwowanie trendów i wpasowanie ich w swój kontent oraz wybranie odpowiedniej platformy, która pomoże dotrzeć do możliwie jak największej liczby użytkowników w określonej grupie docelowej. Taki viralowy przekaz sam się nakręca, a do tego jest tańszy i skuteczniejszy od tradycyjnej reklamy.


Jeśli mielibyśmy odpowiedzieć na pytanie, czy marketing wirusowy ma powodzenie i czy warto stosować go w promocji marki, zdecydowanie odpowiedź brzmi "TAK". Nie powinien on być jednak pierwszym wyborem. Nieoficjalny charakter takiej reklamy nie pozwala opierać strategii tylko i wyłącznie na niej, może być jednak świetnym uzupełnieniem już istniejącej kampanii lub komunikacji firmy. Pamiętajmy też, by nie ograniczać się tylko do mediów społecznościowych. Musimy znaleźć się tam, gdzie są nasi odbiorcy. Dobrym zabiegiem jest więc krzyżowanie ze sobą przeróżnych platform - umieszczanie filmików na YouTube, tworzenie wpisów na blogu czy promowanie marki na Instagramie.


Ten rodzaj marketingu wymaga dużej spontaniczności, kreatywności, ale też znajomości rynku i poznania potrzeb społeczeństwa. Warto również postarać się o to, by zdobyć duże zaangażowanie użytkowników i sprawić, że z chęcią będą do nas wracać. Aby to się udało, trzeba wiedzieć, jakie elementy i wzorce jeszcze nigdy nie pojawiły się w mediach. Do tego dobrze byłoby umieć przewidzieć, co zachwyci potencjalnych odbiorców i czym można ich zaskoczyć.